Archive for the 'Praca' Category

Tadam! jestem :)

Tuesday, March 13th, 2007

Witam serdecznie, po długiej i jakże pracowitej nieobecności. Działo się przez ten czas naprawdę wiele… nie wiem, czy moja pamięć ogarnia jeszcze wszystkie te nowości, ale co pamiętam, to na pewno wymienie :)

Ok… pierwsza sprawa… jak pewnie zauważyliście, rozpocząłem “produkcje” nowej serii VideoArtów dla uw-team.org - w chwili pisania tego tekstu, opublikowałem już sześć odcinków, a więc idzie mi całkiem nieźle… patrząc na oglądalność (kilkaset gigabajtów transferu już poszło) to nawet bardzo nieźle :D

Aktualnie (jak zwykle) trwają prace nad kolejnymi projektami…. niestety płynność prac jest skutecznie przerywana przez moje studia… ehh… każdy weekend to około 11 godzin matematyki przeplatanej z fizyką… ostatnimi czasy słynę z tego, że każdą fizykę przesypiam w minimum 30% :) No ale co ja mogę poradzić… tak bywa, gdy się śpi po około 4-5 godzin na dobę :)

Ok… kolejny news… Junior Internet - znacie coś takiego? To taki międzynarodowy konkurs informatyczny… jakiś czas temu dostałem zaproszenie do wzięcia udziału w konferencji na zakończenie konkursu… ciekawostką jest fakt, że mam tam brać udział, jako jeden z wykładowców, przedstawiających swoje prezentacje. Wszystkich nas będzie troje… dwóch doktorków habilitowanych i Unknow - nie ma to jak występ w dobrym towarzystwie - w takich przypadkach brakuje mi tych kilku literek przed nazwiskiem ;) )
Nie ukrywam, że cieszy mnie to, że ktoś docenił w taki właśnie sposób to, co robie - na pewno jest to swoista forma reklamy dla mojej działalności, co z pewnością odbije się pozytywnym echem na UW-Team :) Jeśli tylko się uda, to postaram się wrzucić na bloga dokładną relacje ze spotkania plus ewentualne fotki :) Aaa…. dla zainteresowanych dodam, że mój występ odbędzie się 24 marca we Wrocławiu na Akademii Ekonomicznej. Niestety wstęp tylko dla VIP’ów - czyli uczestników konkursu… a szkoda :P

Ok, co więcej… podczas mojej ‘blogowej nieobecności’, opublikowałem dwa nowe serwisy takie jak zlowione.net oraz skazany.net. Ten drugi serwis okazał się strzałem w dziesiątke… kupno oddzielnej domeny, serwera i koszty reklamy zwróciły się kilkunastokrotnie :)

Przy okazji powstawania serii VideoArtów, konieczne było stworzenie “przypadkowego projektu”, jakim jest nasz system mirrorujący, dostępny pod adresem linki.zlowione.net. System rozdziela obciążenie serwera spowodowane ściąganiem plików na kilka innych serwerów, dzięki czemu nasza główna maszyna hostingowa nie jest bezcelowo obciążana ogromnym transferem. Ponad to, serwis sam buduje statystyki ilości ściągnięć konkretnych plików.

Hmmm… kilka nowych pomysłów pojawiło się w mojej głowie, ale znów brakuje mi czasu na ich realizacje… mam nadzieję, że z czasem ulegnie to zmianie.

Ok, to tyle na dziś… czas już iść spać (minęła już północ), aby nareszcie się wyspać… :)

Nowy rok i takie tam…

Sunday, January 21st, 2007

No i stało się… unknow załatwił wszystkie swoje sprawy, dokończył projekty do poziomu ‘akceptowalnego’ i ma teraz odrobinę czasu na napisanie notki na bloga. Jak zdążyliście już pewnie zauważyć, to pierwszy mój wpis w nowym roku. Mam nadzieje, że nie ostatni :)

Sylwestra spędziłem w domu, siedząc na IRC na kanale #uw-team… wcześniej siedziałem 11 godzin w pracy, mając dyżur. Mówiąc szczerze, to było nudno i jedyną moją rozrywką było jedzenie sałatki warzywnej, której zapas zabrałem ze sobą :)

OK, teraz czas na pochwalenie się kilkoma projektami. Światło dzienne ujrzał mój nowy mini-serwis tematyczny, dotyczący serialu Prison Break (kliknij w nazwę, aby odwiedzić). To jedynie ’serwis fana’, więc nie należy traktować go zbyt poważnie.

Kolejna nowość… redakcja uw-team.org wzbogaciła się o nowy nabytek… kolejny serwer shellowy. Administratorem i właścicielem nowego serwera jest B1tL4n i to do niego należy wysyłać prośby, błagania, podania i inne pisma mające na celu wykazanie jak to bardzo potrzebne wam jest konto shellowe - czasami taki list nieźle potrafi poprawić człowiekowi humor :)

Dziś coś natchnęło mnie do pracy nad Hackme 4.0 - spędziłem nad nim kilka godzin i myślę, że praca nie poszła na marne, ale do końca jeszcze trochę mi brakuje. Przy okazji odkryłem genialny sposób na pozbycie się Vego na kilka godzin. Wystarczy podczas rozmowy użyć magicznego zaklęcia “właśnie skończyłem pisać kolejny etap Hackme - przetestujesz?” - wtedy Vego znika z GG w niewyjaśniowych okolicznościach :)

Dziś mamy 21 stycznia, czyli jak wskazuje mój kalendarz, jest to Dzień Babci. Ja nigdy nie znałem swojej babci, bo urodziłem się kilka miesięcy po jej śmierci. Była jednak na świecie kobieta, do której zawsze mówiłem ‘Babciu’. Była to moja opiekunka z czasów przedszkolnych i tych jeszcze wcześniejszych… w dzisiejszych czasach powiedzielibyśmy, że przez kilka pierwszych lat życia, wychowywałem się pod opieką niani. Jako, że moi rodzice byli dość zapracowanymi ludźmi (tata spędził wiele lat pracując w Iraku, a mama prowadziła sklep), czas poza przedszkolem spędzałem z “Babcią”. Miała na imie “Aniela” i jestem pewien, że nie było to przypadkowe imie. Była dobrą kobietą i myślę, że w znacznym stopniu wpłynęła na mnie, zmieniając mój sposób myślenia o świecie. Pamiętam świetnie pewne wydarzenie z przeszłości. Miałem wtedy chyba 5, albo 6 lat. Poszliśmy z babcią na zakupy. Jak zawsze, babcia kupiła jej słynne dwie “weki” (rodzaj pieczywa), pół kostki masła (to były biedne czasy), torebke cukierków ‘na wagę’ i co mnie bardzo zdziwiło, całą torbę orzechów. Powiedziałem wtedy: “babciu, ja nie lubie orzechów :( ”, babcia uśmiechnęła się tylko i powiedziała “wiem, dlatego kupiłam ci cukierki”, ówczesny unknow zapytał “to sama zjesz torbe orzechów?”, odpowiedź padła natychmiast “nie”. O więcej już nie pytałem, zabraliśmy zakupy i wróciliśmy do bloku w którym wtedy mieszkałem. Moje mieszkanie było na czwartym piętrze, babci na drugim, ale jako, że nie było nikogo w domu, miałem spędzić ten dzień u babci. Weszliśmy do bloku, minęliśmy parter, weszliśmy na pierwsze piętro i wtedy babcia Aniela mnie zaskoczyła… wyciągnęła ze swojego koszyka papierową torbę z orzechami i postawiła ją przy środkowych drzwiach na pierwszym piętrze. Nie mogłem się powstrzymać, aby nie zapytać “dlaczego zostawiasz tu orzechy?”, odpowiedź była jak zwykle zaskakująca “bo ty ich nie lubisz i ja ich nie lubie”, “to po co je kupiłaś jak ich nie zjesz?”, babcia wytłumaczyła mi spokojnie “to, że ja ich nie lubie i ty ich nie lubisz, nie znaczy, że ktoś ich nie lubi.”, jako, że uparty unknow nie dawał za wygraną, powiedział “no to jak lubi, to niech sobie kupi”, “niestety nie każdy człowiek może kupić wszystko, na co ma ochotę”. Jako, że nie miałem się już do czego przyczepić, zapytałem “prosili cię o to?”, “nie, nie prosili i nigdy nie poproszą, ludzie nie proszą o takie rzeczy, trzeba się samemu domyślić czego chcą”. Kolejne moje głupie pytanie brzmiało “a oni zapłacą za to?”, babcia natychmiast rozpoznała moje typowo ludzkie myślenie i odpowiedziała “ludzie nie muszą Ci płacić za wszystko co robisz, jeśli ty masz czegoś więcej to się tym podziel, jeśli możesz pomóc, to pomagaj. Czasami człowiek może zyskać, rozdając coś ludziom. Nie muszę brać pieniędzy za te orzechy, wystarczy, że te dzieci się ucieszą”. Poszliśmy wtedy do mieszkania babci, a ja długo jeszcze myślałem nad tym, co mi powiedziała. O ile mnie pamięć nie myli, w mieszkaniu pod którym babcia Aniela zostawiła orzechy, mieszkała trójka dzieci. Obecnie wszystkie one są w moim wieku i raczej nie należą do biednych ludzi, ale nie zawsze tak było. Heh… tak sobie żartobliwie teraz myślę… gdybym będąc dzieckiem wziął sobie słowa babci do serca, to chyba byłbym najbogatszym człowiekiem na świecie… “Czasami człowiek może zyskać, rozdając coś ludzią” - widać google, youtube, czy np. ludzie z Ubuntu, wpadając właśnie na tą myśl i realizując ją, doszły do swojego obecnego poziomu :) Babcia Aniela niestety zmarła kilka lat temu, ale pamiętam o niej i o jej podejściu do życia. Tak więc Babciu… wszystkiego najlepszego z okazji Twojego dnia :)

OK, czas skończyć wspominanie dawnych czasów… projekty czekają, a same się nie napiszą :)

Open your eyes… Unknow…

Monday, December 11th, 2006

Kolejny poniedziałek…. otwieram oczy… godzina 6:55… hmmm….. no tak, powinienem wstać godzinę temu, znów zapomniałem nastawić budzika… toaleta, sniadanie, ubranko… codzienne dreptanie ponad kilometr na przystanek… zimno… stoje z jakąś kobietą… wiek około 28 lat. Dziwna sprawa… stoimy oddaleni od siebie o około 5 metrów… wiatr wieje lekko w moją stronę… Dziwny dźwięk dochodzi od strony kobiety… coś co przypomina dzieciństwo Unknowa… kobieta nuci znaną z Disneyowskich kreskówek kołysankę… lekko ‘chore’ możnaby powiedzieć, ale nie przeszkadza mi to… odwracam głowę, patrzę w jej stronę… melodia nie ustaje… “na-na-na-naaaa-naaaaaa…… na-na-na-naaaaaaaaa”. Uśmiechnąłem się lekko… przypomniała mi się scena z jakiegoś horroru, gdzie przed śmiercią jednego z bohaterów, mała dziewczynka śpiewała tą kołysankę (unknow optymista) :)
Po dwudziestominutowym oczekiwaniu na dowolny środek transportu, jadący w stronę Krakowa, na horyzoncie pojawia się zapchany bus… melodia ustaje, wchodzę do busa i zajmuję niezwykle ‘wygodne’ miejsce ’stojące’ nieopodal kierowcy…

Znów stoje pomiędzy ludźmi, którym brakuje do dachu 20cm, podczas gdy mi właśnie tyle miejsca brakuje do wyprostowania się… życie :/

Godzina 9:02 - wychodzę z busa… w pracy mam być ‘dwie minuty temu’ - w głowie pojawia się odkrywcze stwerdzenie, że ‘chyba nie zdąże’ :) Lekki bieg na przystanek… jednominutowe oczekiwanie na tramwaj… wewnątrz na szczęście znalazłem miejsce siedzące… unknow wpatruje się w okno i traci kontakt z otoczeniem… przelatujące przed oczami obrazy zakrywane przez umieszczoną na szybie reklamę z alpha blendingiem 70%, nie pozwalają skupić się na świecie ‘zza okna’…

Unknow zaczyna rozmyślać… urwane fragmenty wspomnień dnia wczorajszego zlepiają się w jedną całość… co się wtedy działo… ostatnia rzecz jaką zrobiłem przed snem, to wrzucenie na FTP nowej wersji skanera Indir i rozesłanie mailingu do czytelników… wcześniej hmmm… rozmawiałem znów z kimś ze znienawidzonego przeze mnie świata ‘pseudo elity’… ehhh… pseudo elita… grupa ludzi posiadających ogromną wiedzę… wiedzę przewyższającą granicę poznania przeciętnego człowieka… jednak jest to także grupa ludzi, obdarzonych niezwykłą pewnością siebię, chęcią niszczenia innych, oraz brakiem chęci do pomocy komukolwiek… co unknow robił wśród takich ludzi? hmm… są pewne osoby ze środowiska scenowego, zalicząjące się do ‘pseudo elit’, które zawsze chciałem poznać… kilkoro już znam… wczoraj przyszedł czas na poznanie jednej ze słąwnych geek girl… no cóż… weźcie mnie polejcie wodą, gdy jeszcze raz wpadnę na taki pomysł… ale przynajmniej wyciągnąłem ciekawy wniosek… sława to świat zakrzywiony… pnąc się w górę, można dosięgnąć dna…

O! mój przystanek… drzwi tramwaju otworzyły się, zimne powietrze Nowej Huty skutecznie odebrało mi ochotę na dalsze rozmyślania… jeszcze tylko szybkie zakupy w sklepie… sok ananasowy, drożdżówka z dżemem brzoskwiniowym, ciasteczka cytrynowe… zapłacić, spakować, podziękować, wyjść… półautomatyczna codzienność…

Chodnik pomiędzy Nowohuckimi blokowiskami… po bokach liczne drzewa i zarośla… przede mną kobieta zbiera liście do wielkiego kosza… obok dzieci spacerują z psem po trawniku… z zarośli wyłania się budynek w którym pracuję… otwieram drzwi, “dzień dobry”, parter… pierwsze piętro… drugie piętro… trzecie piętro… karta magnetyczna dotyka czujnika… *pstryk* drzwi otworzyły się… pierwsze drzwi… “cześć!”… drugie drzwi… mój pokój… power on… login… hasło… *pstryk* odpalony laptop testowy… check mail… praca nad projektami…

To był kolejny zwykły dzień z życia Unknowa… bo to co pociąga ludzi, to właśnie jest zwykłość… w dzisiejszym świecie każdy chce być oryginalny… a kto to jest człowiek oryginalny? to taki człowiek, który jest inny niż wszyscy… ale jeżeli wszyscy są ‘oryginalni’, to czy ktokolwiek z nich taki jest, jeżeli każdy z nich jest jak reszta, czyli oryginalny? Zachodzi tu chyba paradoks…
Ok… nie ważne… znów dziwne myśli nachodzą mą głowę… czas się zrelaksować i napisać trochę kodu…

;)

Wzmianka o życiu codziennym

Tuesday, November 21st, 2006

Kolejny wpis po dlugim okresie lenistwa, które usprawiedliwiam brakiem czasu :)
W tym tygodniu pracowałem troche nad Hackme 4.0 - w zasadzie, to zmieniłem około 30% fabuły tej gry… Nie wiem czy wspominałem (jeśli nie, to właśnie wspominam :P ), ale HM4 będzie pierwszą częścią z gatunku ‘fabularnych’ :)

W pracy mam coraz większy natłok projektów… do 15 grudnia musze wykonać trzy nowe projekty. Obecnie skończyłem jeden, a drugi skończę niebawem… tak więc powinienem zrobić wszystko w terminie, bez większego problemu.

Dzisiejszego dnia “przypadkowo” załatwiłem sobie zajęcie na sylwestra. Nie będzie to impreza, nie będzie to także nudne siedzenie w domu… zgłosiłem się na ochotnika na dyżurnego w sylwestrowy wieczór. Tak więc 31 grudnia będę siedział w siedzibie firmy i kończył swoje projekty. Nie martwcie się, nie mam zdolności masochistycznych :) Kierowały mną nieco inne myśli… nie zdradze szczegółów, powiem jedynie, że JA i tak spędzałbym sylwestra w domu :)

Kolejny temat… Monika… hmmm… prawdopodobnie wpadnie niebawem mnie odwiedzić i pozwiedzać nieco Kraków :)
Może poprawi ona nieco mój humor i sprawi, że spędze jakoś aktywniej swój wolny czas. Jeśli o nią chodzi, to mam też kolejny problem… nie mam natchnienia, aby odpisać na jej ostatni list… napisałem już kilka wersji, ale żadna nie pasuje mi jako ostateczna.

Ostatnimi czasy troszeczkę za bardzo zaczęło ujawniać się móje usposobienie idealisty… spowalnia to nieco moje prywatne projekty. Staram się wszystko doprowadzić do stanu idealnego, przez co mniej publikuje, a więcej pisze… może kiedyś opisze dokładniej na czym polega ta moja przypadłość…

Dziś jakoś nie mam weny twórczej.
Idę spać.
Dobranoc

Wykład… a jutro wspinaczka…

Saturday, October 7th, 2006

Hmmm…. dzisiejszy dzień był wyjątkowo pracowity… dyżuru w pracy co prawda nie miałem, ale mimo tego, pracowałem nad projektami długoterminowymi. Około godziny 15 skończyłem prace i przeszedlem do dużej sali konferencyjnej w siedzibie interii… w planie dzisiejszego dnia był wykład “Ataki SQL Injection, XSS, include i inne błędy programistów”. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że wcale nie słuchałem tego wykładu… ja go prowadziłem :D
W naszej firmowej tradycji zapisało się już, że co piątek (zawsze o 15:00) prowadzone są “szkolenia wewnętrzne” w ramach których, przeprowadzałem wspomniany wcześniej wykład. Myślę, że poszło mi dość dobrze, ale troszeczkę się zestresowałem, gdy zobaczyłem, że cały wykład jest rejestrowany kamerą i że na wieki pozostanie w firmowym archiwum :P

Ok… wykład wykładem, ale mamy weekend, więc nie powinienem nawet wspominać o pracy… jutro jadę ze Zbufferem do “Centrum Wsponaczkowego Forteca” (CWF) powspinać się nieco po ściankach wspinaczkowych. Zbuffer jak zawsze zabiera mnie na miejsce swoim samochodem, więc przewiduje, że czas podróży będzie równy conajmniej czterokrotności czasu, jaki zajęłoby mi dojście tam pieszo… ale przynajmniej sobie odpocznę od spacerowania po Krakowie :)

Musiałem chwilowo zawiesić wykonywanie jednego z moich projektów, ale mam nadzieje, że niebawem do niego powróce…
Ponadto, kupiłem karte PCMCIA Ethernet (firmy Xircom) do mojej HP Jornady 680… nareszcie będę mógł siedzieć na IRC leżąc na łóżku :D

Ok… a teraz przyszedl czas na odpowiedzi na pytania zawarte w komentarzach do poprzedniego posta…

D9k: Tak, będę teraz studiował na AP na ulicy Podchorążych :)
Domo: Nie mogłeś mnie widzieć na rozpoczęciu roku, jestem studentem zaocznym… jeszcze nie miałem rozpoczęcia :P
(3-1)j: Musze nareszcie porzadniej popracowac nad HM4… niestety ze wzgledu na prace, nie podam dokladnego terminu ukończenia prac…

OK… czas isc spac…

Monika, kardiolog i odrobina szkoły…

Sunday, September 24th, 2006

Mijają kolejne dni, słońce świeci już coraz mniej gorąco… nareszcie, jadąc do pracy, nie jade pustym autobusem i tramwajem, lecz pojazdami wypełnionymi po brzegi młodzieżą udającą się (oficjalnie) do szkoły… przynajmniej nie jest nudno… zawsze można posłuchać “inteligentnych rozmów” i pośmiać się niezauważenie ;)

Jak to zwykle bywa, od ostatniego wpisu zmieniło się kilka rzeczy… po pierwsze, dostałem list od Moniki, na który już zdążyłem odpisać… tak, to niesamowite… unknow z długopisem w ręce… oparty o kartke papieru wspartą na jakiejś książce… Długopisu nie miałem w rękach przez ponad rok… jedyne co pisałem przez ten czas ręcznie, to swój autograf na rachunkach w pracy :) Monika wyjaśniła dlaczego wyjechała, ja odpisałem że jest spoko i takie tam… przynajmniej jeśli nie pożegnaliśmy się osobiście, to nadrobiliśmy to listownie :)

Ok… kolejna sprawa… ostatnimi czasy, cos męczyły mnie bóle serca, więc wybrałem się do kardiologa… po szybkim badaniu wyszło, że mam problemy z zastawką mitralną, lub jak ktoś woli, mam tzw. zapadanie płatka serca zwane zespołem Barlowa.
Niby nic groźnego, ale nieprzyjemne… wyleczyć się tego nie da, jedyne co się z tym robi, to łagodzi dokuczliwe objawy. A do nich zaliczają się głównie uciski w okolicach serca, kłucie itp… poza tym ludzie z tą wadą zwykle cierpią na nerwice i są nadpobudliwi, czego chyba u mnie (mam nadzieje) nie widac ;) Na szczescie mam tzw. lekkie stadium, a że jest to wada niepostępowa, to (teoretycznie) nigdy mi się nie pogorszy :) Teraz musze tylko dwa razy dziennie wcinać magnez z witaminą B6 aby spowolnić nieco bicie serduszka, bo moje bije troszeczke za szybko :)

Dobra… medycyna idzie na bok, bo nigdy nie lubiłem lekarzy… jutro ide podpisać się na liście przyjętych Akademii Pedagogicznej. Ludzie mnie pytają, dlaczego właśnie tam? Hmmm… w zasadzie, to tylko dla formalności… nie chce mi się tego tłumaczyć w bardzo dogłębny sposób, ale uwzględniłem “zdobycie narzędzia pedagogicznego” w moich planach, więc musze te plany zrealizować… los tak chciał, że realizuje je aż 5 lat wcześniej, niż planowałem, ale jakoś mi to nie przeszkadza… politechnika była “beee” więc nie żałuje…

Po prawie miesięcznej przerwie powróciłem do realizacji mojego “big projektu” o którym pewnie usłyszycie przed końcem roku (o ile wszystko dobrze pójdzie). A co do spraw “netowych” to z nieoficjalnych źródeł informacji wynika, że dwie znajome mi osoby doszły do finału Security Days 4 - gratulacje dla nich… wymienie ich nicki, gdy informacja się potwierdzi.

No dobrze… ide teraz kompletować dodatkowe papiery na studia… ehhh…. gdzie ja teraz znajde teczke na to :/
Ok… nie ważne… dobranoc wszystkim :)

Odwiedziny

Sunday, July 16th, 2006

Kilka godzin temu wyjechał ode mnie Gynvael wraz z Ashi (jego dziewczyną). Wpadli w odwiedziny na jeden dzień (& jedną noc :P ). Ogólnie czas spędziliśmy na rozmowach na temat komputerów i na analizowaniu programików w debuggerze :P

Hmmm…. co ponadto ciekawego działo się od ostatniego wpisu…
W zasadzie nic ciekawego… przewinęło się kilka radosnych i mniej radosnych chwil. Teraz przyszedł czas na projekty… jak zwykle mam jeden w planie… prawdopodobieństwo jego powodzenia jest nikłe, ale ludzie przyzwyczaili się już do tego, że realizuje nierealne projekty :P

Ehhh… a jutro tydzień zaczyna się od nowa… jakieś szkolenie z bezpieczeństwa informacji mam w pracy podobno jutro… albo pojutrze… kto by to pamiętał? :/

Ok… w nastepnej notce (moze jutro?) postaram sie wstawic kilka wiekszych przemyslen… na dzis mam niestety dosc - ide spac, mimo, ze jest jeszcze wczesna pora…

Bo w autobusie bywa nudno…

Friday, June 23rd, 2006

Minął kolejny ciężki dla mnie dzień… tym razem siedziałem w pracy 9 godzin, kończąc silnik strony WWW dla firmy Diverse.

No ale mamy weekend, relaks…. hehe! nie tym razem ;P
Jutro tez ide do pracy… tym razem dobrowolnie :)
Potrzebuje odrobinkę więcej kasy niż zwykle, więc wziąłem dodatkowy dzień pracy w weekend. Tak to bywa… jak się nie ma komu ofiarować tego dnia, to się go sobie niszczy… a jak się już marnuje weekend, to niech przynajmniej za to zapłacą :P

Jutro po pracy wybieram się ze Zbufferem na basen… trzeba trochę popływać, bo z moją sprawnością fizyczną nie jest najlepiej od czasu, gdy przestałem trenować ;) Tak przy okazji, to wspomnę, że Zbuffer przygotował sobie nowe portfolio… na razie skromne, ale lepsze od poprzedniego :P
W wolnej chwili można rzucić okiem: www.zbuffer.glt.pl

Hmmm… ostatnio jadąc autobusem zastanawiałem się nad ciekawą rzeczą, a mianowicię nad teorią chaosu, dokładniej nad efektem motyla… doszedłem do wniosku, że w zasadzie każde złe wydarzenie w naszym życiu, pośrednio prowadzi do szczęścia… dziwne stwierdzenie i ciężko było mi je ogarnąć, mimo że wygenerował je mój umysł…

Już tłumaczę o co chodzi… załóżmy że mamy mecz piłki nożnej (jakże aktualny obecnie temat i jakże przeze mnie nielubiany). W meczu piłkarz strzela gola drużynie przeciwnej i staje się bohaterem dla tłumów kibiców… norma… ale tak na prawde udało mu się tylko dlatego, że np. pięć minut temu, jego kolega zepsuł świetną akcje… jak?
Hmmm… prześledźmy jak do tego doszło… piłkarz dostaje piłkę wybitą z autu, podaje ją koledze, on przebiega dalej i przekazuje ją ponownie pierwszemu piłkarzowi, a ten z kolei strzela gola… sytuacja prosta… ale tak na prawdę… skąd piłka wzięłą się na aucie? ;> A no jakiś fajtłapa, który będzie wyśmiewany przez tłumy ją tam wybił… a czy kibice zdają sobie sprawę, że to dzięki niemu wygrano mecz? jeśli on nie zrobiłby błędu, piłka nie wyszłaby na aut… nie dostałby jej nasz “bohater” i ostatecznie nie strzeliłby gola… złe posunięcie zmienia bieg historii, prowadząc do zwycięstwa…

A jak się to ma do mojego życia? Hmmm… ja żyje w przekonaniu, że absolutnie nic co mnie spotyka, nie dzieje się przypadkiem i bez głębszego sensu… cały otaczający mnie świat nazywam umownie “układanką”, a poszczególne jego części “puzzlami”. Wydarzenia nie pasujące początkowo do układanki nazywam “samotnymi puzzlami”. Samotny puzzel to takie wydarzenie, które z pozoru nie ma sensu… np. poznanie przypadkowej osoby na ulicy… jednak po pewnym czasie (godzina, dzien, miesiąc…) okazuje się, że poznana właśnie osoba zmienia moje życie, wprowadza mnie w sytuacje z jakimi wcześniej nie miałbym styczności itp… staje się ona piłkarzem, który mimo że przez tłumy uważany jest za beznadziejnego i nieużytecznego, ostatecznie doprowadza do celu, którego nie dałoby się bez niego osiągnąć…

Życie polega na układaniu swojej układanki… i nie należy się przejmować, że początkowo powstają nam małe grupy niepowiązanych ze sobą puzzli… czasami po prostu brakuje osoby, która je połączy w jedną całość… nie zawsze bowiem sami jesteśmy w stanie znaleźć brakujący element…

Układanka życia każdego człowieka ma poszarpane obrzeża… to po to, aby połączyć ją z puzzlami innych ludzi… wszyscy budujemy jedną wielką konstrukcję i taki jest nasz cel… został on podzielony pośród wszystkich ludzi… bezcelowe jest życie osoby, która nie posuwa się na przód w wykonywaniu swojej części zadania… marnotrawstwem czasu jest natomiast budowanie własnej układanki, bez patrzenia na to, do czego doszli już inni…

A czy ty… masz dobrze poukładane życie? ;>

Wyklady, duzo nowosci i takie tam :P

Tuesday, June 20th, 2006

No tak… można było się domyślić, że moje postanowienia dotyczące częstszego pisania na bloga pozostaną jedynie w sferze marzeń :) Czasu ciągle brak na nowe notki… ale to może i lepiej… mniej czasu, a więc i mniej przygnębiających myśli, a co za tym idzie, humor jest lepszy :)

Hmmm… ostatnio sporo się wydarzyło… Vego odkrył jakis algorytm na wygraną w ruletce i teraz obrabia wirtualne kasyna… Itros buduje znów jakiś wehikuł… no a unknow pracuje :)

Przez kilka ostatnich dni zajmowałem się akcją, którą roboczo nazwałem “Wyklady.net - Reaktywacja!”. Dla tych którzy nie wiedzą o co chodzi, tłumaczę, że www.wyklady.net, to projekt mający za zadanie prowadzenie wykładów z dziedziny IT poprzez sieć IRC. Ja w tym roku pomagam w dwóch sprawach z nim związanych… po pierwsze zalatwiam reklame projektu (ma sie te znajomosci no :P ), a po drugie przygotowuje (od strony technicznej) transmisje wykładów na stronę WWW: www.uw-team.org/index.php?id=wyklady

Hmmm… co więcej… jeśli ktoś z was ma konto pocztowe na interii i dostał dziś spamik dotyczacy akcji Koncertowego Lata, organizowanego przez RMF FM, to skromnie się przyznam, że to ja popełniłem tą stronę: www.kl.interia.pl :D

A teraz słów kilka o moich najbliższych planach… w pierwszej kolejności przymierzam się do kupna jakiegoś fajnego rowerka… stary już na niewiele się zda, a na dworze ciepło, więc trzeba pojeździć… może jak tylko Vego wróci do formy (nadal ma ręke w gipsie) to gdzieś pojedziemy ;]

Kolejna sprawa… musze wkońcu znaleść sobie dziewczynę, bo samotność nie daje mi żyć :) Trzeba nareszcie zastosować się do słów mojego znajomego: “znajdź ty sobie w końcu dziewczynę, której imię nie kończy się na .jpg” :P
Ehhh…. tak łatwo powiedzieć, a tak trudno zrealizowac… chyba wole projekty informatyczne… są mniej zawiłe i prościej je ogarnąć ;)

Jeśli o kobiety chodzi, to zauważyłem pewną prawidłowość… teraz na lato 99% moich znajomych przefarbowało włosy na blond… a przedtem były taaakie fajne… tak, unknow woli brunetki… :P

Ok… koniec gadania… przede mną jeszcze sporo pracy… właśnie wpadły mi do głowy dwa nowe pomysły, które trzeba zrealizować… ale to już zupełnie inna historia… :D

Szkolenie, php i zielone chmurki :P

Friday, June 2nd, 2006

Niemal cały dzisiejszy dzień, spędziłem jak zawsze w pracy. Dziś mieliśmy szkolenie z dziedziny bezpieczeństwa sieciowego… mówiono głównie o atakach XSS oraz SQL Injection… musze przyznać, że poznałem kilka ciekawych technik, które może i są banalne, ale nigdy bym na nie, nie wpadł :)

Po powrocie do domu coś mnie natchnęło na eksperymentowania z PHP, a konkretnie z przesyłaniem headerów w taki sposób, aby możliwe było wykonanie za ich pomocą kodu JS na stronie ;) Efekt mojej zabawy był dość ciekawy… nie osiągnąłem tego co miałem w planie, czyli nie wykonałem kodu JavaScript, jednak przypadkiem znalazłem buga pozwalającego wykradać przy użyciu ubrazków (konkretnie kod PHP generujacy obraz) numery sesji użytkowników dowolnego serwisu w którym można opublikować własny obrazek (np. forum). Błąd nie działa wszędzie (w zasadzie działą tak na 10-20% stron z obsługą sesji) i nie zalicza się raczej do krytycznych, jednak jego umiejętne użycie pozwala na przechwycenie dowolnego konta w serwisie :]

Jutro idę na uczelnie “idlować” (jak to mawia d0ubl3_j)… czeka mnie tam egzamin z grafiki komputerowej ;) jak dotychczas, egzaminy z programowania, UTK, WWW oraz z systemów operacyjnych zaliczyłem na 6.0, z grafiki pewnie dostanę 4-5, bo babka która to ocenia zawsze się przyczepi że albo coś robie niedokładnie, albo mówi że daltonista jestem i robie jej zielone chmury… kiedy ona wreszcie zrozumie, że zielony to faktycznie ładny kolor… moja wina, że nie ma takich chmurek? :D

Ok… a teraz ide spac ;)

p.s postanowiłem nieco częściej pisać notatki na bloga :]


Reklama: POKER